Przechodzisz przez rondo de Gaulle’a i zastanawiasz się, czy ta palma w środku Warszawy naprawdę rośnie z ziemi? Z tego tekstu dowiesz się, skąd się tam wzięła, z czego jest zrobiona i o czym właściwie „mówi”. Poznasz też historię instalacji, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli stolicy.
Czy palma w Warszawie jest prawdziwa?
Odpowiedź na pytanie z tytułu jest prosta: warszawska palma nie jest żywym drzewem. To sztuczna palma daktylowa, zaprojektowana jako instalacja artystyczna Joanny Rajkowskiej pod tytułem „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich”. Stoi na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a od 12 grudnia 2002 roku i od początku miała raczej „rosnąć” w wyobraźni niż w ziemi.
Sama konstrukcja została zamówiona w amerykańskiej firmie Soul-utions.com, specjalizującej się w sztucznych drzewach. Trzon palmy tworzy metalowa konstrukcja obciążona betonowymi prefabrykatami, ukryta w niewielkim pagórku na środku ronda. Pień wykonano z tworzyw i materiałów naturalnych, a liście od początku były sztuczne, choć w 2019 roku zastąpiono je na pewien czas prawdziwymi, suchymi liśćmi.
Jak zbudowana jest warszawska palma?
Palma ma około 15 metrów wysokości i jest zaprojektowana tak, by wytrzymać typową dla centrum miasta mieszankę deszczu, wiatru i spalin. Jej stabilność zapewnia stalowy szkielet ukryty pod ziemią. Konstrukcję dociążono betonem, dzięki czemu drzewo nie przechyla się nawet przy silnych podmuchach wzdłuż Alej Jerozolimskich.
Pień pokrywa sztuczna kora, wielokrotnie wymieniana i konserwowana. Liście są modułowe – podczas remontu w 2007 roku i kolejnych przeglądów wymieniano je na nowe. Wtedy też zamontowano nową głowicę, która ułatwia ich demontaż i poprawia odporność na korozję mocowań. Dzięki temu palma może „zrzucać” liście na potrzeby akcji artystycznych i po prostu wracać później do swojego codziennego wyglądu.
Czy palma kiedyś była „prawdziwa”?
Choć cała konstrukcja od początku jest sztuczna, w historii projektu pojawiły się też prawdziwe roślinne elementy. Najgłośniej zrobiło się o nich w czerwcu 2019 roku podczas akcji nazwanej „sucha” lub „usychająca palma”. Z okazji Światowego Dnia Środowiska wymieniono wtedy zielone, sztuczne liście na suche, prawdziwe liście palmy sprowadzone z południowej Francji.
Dla oka przechodnia wyglądało to jak śmierć drzewa w środku miasta. Dla organizatorów akcji – UNEP/GRID-Warszawa, agencji Syrena Communications i Muzeum Sztuki Nowoczesnej – była to forma ostrzeżenia. Chodziło o pokazanie, że katastrofa klimatyczna i zanieczyszczenie powietrza nie są abstrakcją, tylko realnym zagrożeniem dla ekosystemów, od których zależy ludzkie życie.
Warszawska palma jest sztuczna, ale emocje, spory i historie, które wokół niej wyrosły, są już jak najbardziej prawdziwe.
Skąd wzięła się palma na rondzie de Gaulle’a?
Punktem wyjścia dla projektu była podróż Joanny Rajkowskiej i Artura Żmijewskiego do Izraela w 2001 roku, w czasie Drugiej Intifady. Artystka obserwowała kraj w stanie napięcia, przemocy i strachu, równocześnie zachwycając się codziennością miast Bliskiego Wschodu. Zderzenie fascynacji i przerażenia stało się impulsem do stworzenia palmy w Warszawie.
Ważną rolę odegrała też historia samej stolicy. Rajkowska czytała o Nowej Jerozolimie – osadzie żydowskiej założonej w 1774 roku w okolicy dzisiejszej ulicy Towarowej. W 1776 roku osadę zlikwidowano, domy zrównano z ziemią, a mieszkańców wypędzono. Została tylko nazwa Alej Jerozolimskich i pamięć zapisana w książkach. Palma miała przypomnieć o nieobecności warszawskich Żydów, ale nie w formie pomnika, tylko żywego znaku w przestrzeni miasta.
Dlaczego miało być więcej palm?
Pierwotny pomysł zakładał nie jedno drzewo, ale cały szpaler sztucznych palm wzdłuż Alej Jerozolimskich. Ulica miała nawiązywać wyglądem do bliskowschodnich bulwarów i jednocześnie przywoływać żydowskie korzenie swojej nazwy. Szybko okazało się jednak, że taka realizacja jest zbyt kosztowna i trudna organizacyjnie.
Rajkowska zdecydowała się więc na jedną, wyrazistą palmę, która stanęła dokładnie na rondzie de Gaulle’a. Projekt zrealizowały trzy osoby: artystka, architekt Michał Rudnicki oraz Katarzyna Łyszkowicz, reprezentująca Fundację Instytut Promocji Sztuki. Udało się to bez użycia pieniędzy publicznych, co artystka podkreślała jeszcze w 2007 roku.
Dlaczego palma wywołała tyle emocji?
Gdy w grudniu 2002 roku palma „wyrosła” na środku ronda, część warszawiaków uznała ją za wyraz kiczu i „cyrku”. Dla innych od razu stała się zabawnym, odświeżającym akcentem w szarej przestrzeni centrum. Spór szybko przeniósł się do mediów, szczególnie na łamy „Gazety Wyborczej”, która opublikowała ponad 20 tekstów w obronie palmy.
W sondażu SMG/KRC z października 2003 roku aż 75 procent mieszkańców stolicy opowiedziało się za pozostawieniem instalacji. W praktyce oznaczało to, że palma powoli przestawała być „obcym ciałem” i zaczynała wrastać w miejski krajobraz. Z czasem stała się charakterystycznym punktem orientacyjnym i tłem dla niezliczonych zdjęć.
Co symbolizuje „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich”?
Joanna Rajkowska od początku podkreślała, że palma nie jest pomnikiem ani oficjalnym symbolem czegokolwiek. To raczej „żyjący kulturowo teatr uliczny”, który zmienia znaczenia w zależności od kontekstu i wydarzeń. Kolejne akcje, protesty i happeningi aktualizują sens projektu, dlatego palma nigdy nie „zamiera” w jednym odczytaniu.
Artystka mówi też o nim jako o pracy lewicowej, bo dotyka tematów takich jak nieobecność mniejszości, relacje większości z „Innym” czy odpowiedzialność za wspólne otoczenie. Jednocześnie instalacja jest przystępna – działa obrazem, nie wymaga akademickiej wiedzy. Ktoś, kto po prostu lubi jej widok, też „uczestniczy” w projekcie.
Jakie wątki historyczne i polityczne kryje palma?
W tle palmy stale obecna jest pamięć o warszawskich Żydach i o tym, jak ich brak zmienił miasto. Sam wybór Alej Jerozolimskich nie jest przypadkowy – to ulica, której nazwa prowadzi wprost do nieistniejącej już Nowej Jerozolimy. Palma przywołuje ten ślad, ale bez patosu i obowiązkowej zadumy.
Drugim silnym wątkiem stał się konflikt izraelsko-palestyński oraz pytanie o granice państwa Izrael. Rajkowska, która w czasie Drugiej Intifady przebywała w Izraelu, mówiła o własnym lęku przed przemocą wobec Palestyńczyków i jednoczesnej trosce o kształt żydowskiej wspólnoty. Gdy w 2011 roku na palmie zawisła palestyńska kufija, te napięcia bardzo dosłownie pojawiły się w przestrzeni Warszawy.
Jak palma stała się narzędziem protestu?
Warszawska palma szybko „nauczyła się” reagować na bieżące wydarzenia. W 2012 roku Rajkowska razem z Ruchem 10 Czerwca zawiesiła na drzewie transparent „Chleba zamiast igrzysk” i usunęła wszystkie liście. Był to sprzeciw wobec polityki miasta przy Euro 2012 i ustawieniu wielkiej piłki obok instalacji bez konsultacji z autorką.
Później palma stawała się osią Strajków Kobiet, niosła flagę Ukrainy po rozpoczęciu inwazji Rosji w 2022 roku, była tłem dla akcji ekologicznych i gestów solidarności. Z czasem zaczęto ją traktować jako miejski rekwizyt protestu – zupełnie inaczej niż „klasyczne” pomniki, które zwykle symbolizują jedną, zamkniętą narrację.
Warszawska palma nie ma jednego stałego znaczenia. Reaguje na to, co dzieje się w mieście, i razem z nim zmienia swoje „role”.
Kto jest autorką palmy i jak zmieniały się prawa do instalacji?
Za projektem stoi Joanna Rajkowska – artystka wizualna, znana z instalacji w przestrzeni publicznej, filmów, fotografii i modeli. Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz malarstwo ścienne na ASP w Krakowie w pracowni prof. Jerzego Nowosielskiego. Uczyła się też w ramach programu Studio Semester Programme na State University of New York (SUNY).
Poza palmą stworzyła m.in. projekt „Dotleniacz” na placu Grzybowskim w Warszawie, a ostatnio instalację „Pisklę. Drozd śpiewak”, znaną też jako „jajko Rajkowskiej” na placu Pięciu Rogów. Otrzymała Paszport Polityki (2007), Nagrodę Wielką Fundacji Kultury Polskiej i nagrodę im. Marii Anto i Elsy von Freytag-Loringhoven.
Jak zmieniała się własność palmy?
Początkowo palma była prywatną własnością Joanny Rajkowskiej. To ona ponosiła koszty konserwacji, napraw po deszczach i wichurach, a także organizowała remonty. Kiedy okazało się, że utrzymanie tak dużej instalacji jest bardzo kosztowne, artystka zaczęła zabiegać o przejęcie palmy przez miasto.
W 2007 roku, w zamian za 40 tysięcy złotych dotacji na remont, Rajkowska przekazała miastu majątkowe prawa autorskie do wykorzystania wizerunku palmy w materiałach promocyjnych. Umowa obowiązywała do 2011 roku. W 2010 artystka proponowała sprzedaż samej instalacji za 1 milion złotych, zaznaczając, że chce nadal mieć wpływ na decyzje o jej losie.
Dlaczego palma trafiła do Muzeum Sztuki Nowoczesnej?
Przełom nastąpił w 2024 roku, kiedy Joanna Rajkowska przekazała palmę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie umową darowizny. Instalacja stała się częścią kolekcji instytucji, która od lat faktycznie się nią opiekowała i wspierała różne akcje wokół niej.
Jesienią 2024 roku palma przeszła gruntowny remont, obejmujący wymianę liści i kory oraz konserwację stalowej konstrukcji. Muzeum prowadzi też instagramowe konto @warszawskapalma, gdzie można śledzić jej „stan zdrowia”, kolejne prace i działania artystyczne.
Jak palma funkcjonuje w przestrzeni miasta?
Choć palma stoi na środku ronda, w praktyce oglądasz ją z chodników i przystanków. Nie ma tam legalnego przejścia dla pieszych, więc zdjęcia robi się z dystansu. To wcale jej nie szkodzi – przeciwnie, z niektórych miejsc wygląda jak naturalny element panoramy Alej Jerozolimskich, zwłaszcza wieczorem, gdy świeci miejskie oświetlenie.
Ciekawie przyglądać się jej o różnych porach dnia. W letnim słońcu wydaje się fragmentem egzotycznego kurortu wyrwanego z innego świata. W zimową szarówkę zamienia się w absurdalny znak „pomyłki klimatycznej”, który tym mocniej rzuca się w oczy na tle mokrego asfaltu i śnieżnej brei.
Jak dojechać do palmy?
Jeśli chcesz zobaczyć palmę z bliska, najłatwiej potraktować ją jak klasyczny punkt na mapie centrum. Rondo de Gaulle’a leży u zbiegu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu, a dojeżdżają tam różne środki transportu publicznego:
- tramwaje linii 7, 9, 22, 24, 25,
- autobusy m.in. 111, 116, 117, 128, 158, 175, 180, 222, 503, 507, 521, E-2,
- metro – od stacji Centrum około pół kilometra spacerem,
- rower miejski lub własny, z licznymi stojakami w okolicy.
Dobre kadry do zdjęć znajdziesz na przystanku tramwajowym poniżej ronda w kierunku Wisły oraz w Alejach Jerozolimskich, jeśli cofniesz się w stronę ronda Dmowskiego. Palma jest widoczna także z okolic pomnika gen. de Gaulle’a i z wielu punktów na Nowym Świecie.
Co dalej z lokalizacją palmy?
Planowany remont linii średnicowej PKP PLK oznacza, że rondo de Gaulle’a ma zmienić się w skrzyżowanie. W miejscowym planie zagospodarowania dla rejonu Foksal zapisano możliwość zachowania palmy w przestrzeni miasta, ale bez sztywnego wskazania miejsca. To otworzyło dyskusję o jej przyszłym położeniu.
W rozmowach z miastem Rajkowska wskazywała, że palma powinna pozostać na osi widokowej Alej Jerozolimskich. Podczas telekonferencji z pracownią Kuryłowicz & Associates architekci zgodzili się, że drzewo nadal powinno być mocnym punktem kompozycji. Według aktualnych zapowiedzi palma ma stanąć po drugiej stronie torów, bliżej gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego, ale dalej widoczna „w jednej linii” z Alejami.
| Rok | Wydarzenie | Znaczenie dla palmy |
| 2002 | Odsłonięcie instalacji na rondzie de Gaulle’a | Początek projektu „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” |
| 2007 | Remont pnia i liści, dotacja 40 tys. zł | Miasto zyskuje prawa do wizerunku, poprawa trwałości konstrukcji |
| 2019 | Akcja „usychająca palma” z prawdziwymi liśćmi | Mocny ekologiczny przekaz o katastrofie klimatycznej |
| 2024 | Darowizna palmy dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej | Instalacja na stałe w zbiorach MSN, gruntowny remont |
Dlaczego palma stała się symbolem Warszawy?
Po dwudziestu dwóch latach od odsłonięcia palma przestała być „dziwactwem na środku ronda”. Traktujesz ją dziś raczej jak nieformalny znak rozpoznawczy miasta, porównywalny z Syrenką, Pałacem Kultury czy neonem nad Rotundą. W 2022 roku tygodnik „Polityka” uznał „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” za jedno z dziesięciu najważniejszych dzieł sztuki ostatniego trzydziestolecia.
Projekt ma też silny wymiar emocjonalny. Rajkowska mówi o sobie jak o „matce” palmy – codziennie przejeżdża obok na rowerze, sprawdza, czy wszystko z drzewem jest w porządku i marzy, by ktoś na stałe „czuwał” nad jego stanem. Dla wielu mieszkańców palma jest po prostu punktem zaczepienia w codziennym chaosie skrzyżowań, remontów i zmian w centrum.
Jeśli więc kiedyś znów zadasz sobie pytanie, czy palma w Warszawie jest prawdziwa, warto dopowiedzieć: nie, nie rośnie, ale dzięki temu może opowiadać historie, których zwykłe drzewo by nie uniosło.